menu | księga gości |
mój avatar |
Pozostaje jednak faktem, że ubranie powinno czynić nas atrakcyjniejszymi. Niech mnie nazwą zaślepioną reakcjonistką, ale według mnie skąpa koszulka ze skrzydełkami, czy jak tam nazwać to, co się z niej wylewa bokami, nie jest idealnym strojem dla kobiety w pewnym wieku. Poza tym, czy usiłowanie wyglądania o 20, 30 albo 40 lat młodziej nie świadczy o skrzywionej samoocenie, żeby nie powiedzieć – desperacji? A co powiedzieć o tych, które ubierają się ponad swoje lata?
Granice nieustannie się przesuwają. Ten artykuł nie jest o wysztafirowanych 13-latkach, zdeterminowanych, by w barze ujść za osiemnastki. To żadna nowość, i - co raczej słodkie - cała ta tapeta odmładza dzieciaki. Wyglądają, jakby dopiero co wyszły z kinderbalu z malowaniem buzi. Nie piszę też o dziewczynach po dwudziestce poprzebieranych za pruderyjne wiktoriańskie pokojówki, ani tych w kostiumach sekretarki Bonda – to zazwyczaj świadoma zabawa modą albo ironia.
Chodzi mi o te kobiety, które całkowicie się modą nie interesują, a w każdym razie załapują się za każdym razem najwyżej na ostatnie podrygi trendów. Sprawiają wrażenie zbyt zmęczonych życiem na zajmowanie się czymkolwiek nowomodnym. Oto tetryczenie w najczystszej postaci: tak jak ubieranie się zbyt młodo na swoje lata często pociąga za sobą pokazywanie ciała w nadmiarze, ubieranie się za staro przybiera z kolei formę przesadnej skromności (patrz: Katie Holmes i jej trwająca przez cały miniony rok podróż do krainy country).
Innym objawem może być obwieszanie się metkami. Ubieranie się ponad wiek często oznacza, jak w przypadku Catherine Zeta-Jones, uparte trwanie przy przestarzałym wyobrażeniu na temat szyku i elegancji (odrobinę za dużo świecidełek i manikiuru i całkowity zakaz stosowania jakichkolwiek dodatków, które nie spodobałyby się starszym panom).
Co ciekawe, podczas gdy ubieranie się zbyt młodo jest cechą rdzennie brytyjską (podejście typu ”mam w nosie, jak wyglądam”), ubieranie się za staro (przejmowanie się ponad wszelką miarę) zdarza się częściej Amerykankom - co jest ironią losu, jeśli wziąć pod uwagę, ile pieniędzy Amerykanki wydają na operacje plastyczne. W młodości cudowne jest to, że nie trzeba się na nią wysilać. A na pewno nie powinno się wkładać tak zwanych ”niewidzialnych” stopek do balerinek, na wypadek otarć.
Plusem ubierania się ponad wiek jest przynajmniej to, że w jakimś momencie dorasta się do własnego wyglądu. Przesadzanie w drugą stronę zawsze wygląda żałośnie.
Bardzo wiele zależy od osobowości, stylu i kombinacji nastawienia z, trzeba to powiedzieć wprost, dodatkami (Reese Witherspoon w stylu lat 50., z idealnie blond włosami i makijażem a la Peggy Sue wygląda zbyt dojrzale, tymczasem retro w wykonaniu Lily Allen, z plastikową biżuterią, pepegami i rozczochraniem, wygląda uroczo). Czy Jo Wood, pięćdziesięciokilkuletnia żona Ronniego z Rolling Stonesów, powinna przestać się ubierać jak rockowa laska? Moim zdaniem nie, w końcu jest rockowych lasek pierwowzorem. Ten styl do niej pasuje, wyraża jej osobowość. W dodatku Jo ewidentnie nie jest na tyle zaabsorbowana swoim dawnym wyglądem, żeby biegać po chirurgach.
Co właściwie próbuję powiedzieć? Że ubieranie się w zgodzie z własnym wiekiem to sprawa indywidualna, jak DNA? Po części tak. Ale wierzę też, że dla chętnych (a wszystkie powinnyśmy być chętne) istnieją zasady. W modzie chodzi o podążanie za kulturą. Ubieranie się nie na swoje lata oznacza nie tylko, że straciłyśmy kontakt z rzeczywistością, ale nie mamy też pojęcia, kim właściwie jesteśmy.
Jak siwieć z wdziękiem
Dla wielu kobiet po pięćdziesiątce kolor włosów staje się drażliwą kwestią, szczególnie w przypadku brunetek. Wśród tradycyjnych rozwiązań jest farbowanie się na blond (jakby to wszystkim pasowało), albo oblewanie się czarną farbą. W obydwu przypadkach można skończyć, wyglądając jak baran przebrany za jagniątko. Koloryt cery zmienia się z wiekiem – to, że kiedyś natura obdarzyła nas kruczoczarnymi lokami nie oznacza, że ten kolor nadal nam pasuje. Z dwóch wymienionych rozwiązań, znalezienie odpowiedniego odcienia blond jest pewnie najbezpieczniejszą strategią, ale jest też rozwiązanie bardziej radykalne, i potencjalnie bardziej interesujące: osiwieć.
– Kobiety coraz częściej się na to decydują – mówi Ian Black, dyrektor techniczny Aveda Institute w Londynie – Zadbane i dobrze, nowocześnie obcięte siwe włosy mogą wyglądać niesamowicie elegancko i z klasą. A ponieważ nie nakłada się na nie tony chemikaliów, można się naprawdę skoncentrować na ich stanie i blasku